Wczoraj wybrałyśmy się na koncert Ennio Morricone, będący zwieńczeniem Festiwalu Solidarności. Chyba nie muszę mówić, że było cudownie!
Milusie towarzystwo i piękna muzyka, czegóż można chcieć więcej?
Jednak, gdy tak stałyśmy w świetle księżyca, wsłuchując się w kolejne dzieła Mistrza, naszła mnie pewna myśl. Część z prezentowanych utworów była całkiem nowa, ale część miała już spokojnie z czterdzieści lat... nikt by jednak nie powiedział, że to już tyle lat minęło od ich skomponowania. Słuchało się ich równie miło, jeśli nawet nie milej, niż tych, niedawno stworzonych.
A dlaczego?
To proste! Prawdziwa muzyka, tak jak każda prawdziwa sztuka, zawsze jest ponadczasowa!
Ale mówimy tu oczywiście o PRAWDZIWEJ muzyce. Takiej, co to porusza serca milionów, wzbudza emocje i koi dusze... O muzyce, której nawet po upływie wielu lat, będzie przyjemnie się słuchało i której uroki będą odkrywały kolejne pokolenia. O muzyce, do której stworzenia potrzeba czegoś więcej!
Jakby nie patrzeć, muzyka takich mistrzów jak Morricone i jemu podobni, pozostanie wieczna, podczas gdy wielu, obecnie sławnych "twórców", za którymi biegają tłumy fanów, odejdzie w totalne zapomnienie.
Kto bowiem za jakieś dziesięć, dwadzieścia czy trzydzieści lat będzie pamiętał o jakiejś tam niewielkiej gwiazdce muzyki popularnej, której udało się zabłysnąć jednym przebojem?
Prawda jest taka, że większość z tych gwiazdek "żyje" tylko jeden sezon, a ich piosenki, nawet jeśli miło się ich słucha, nie niosą ze sobą niczego głębszego... Te same słowa zebrane w mniej lub bardziej spójną całość, te same rytmy i te same wyświechtane tematy... nic nowego...
Nie chcę tu bynajmniej uchodzić za jakiegoś muzycznego snoba, który całkiem odrzuca nowoczesną muzykę. Nic bardziej mylnego. Też jej słucham. Trudno tego nie robić, skoro otacza mnie ona ze wszystkich stron
Jak dla mnie ma ona jedną podstawową zaletę - jest energiczna, a w dzisiejszym, zabieganym świecie, rozpaczliwie potrzebuję energii. Dlatego też dla zasady nie słucham żadnych przygnębiających i ponurych utworów, po których jedyną rzeczą, o której człowiek myśli, to jak by się tu zabić... Kiedy chcę obudzić w sobie depresję, włączam wiadomości; codzienne życie jest wystarczająco przygnębiające...
Jednakże, to nie przy tym rodzaju muzyki odpoczywam! To nie przy niej najlepiej mi się tworzy i nie ona budzi we mnie wenę. Do tego potrzebuję czegoś więcej niż kilku akordów powtarzanych w nieskończoność; czegoś, co wcale nie jest tak łatwo znaleźć...
Dlatego właśnie jestem ogromnie wdzięczna takim właśnie ludziom jak Morricone, którzy wśród całej tej populistycznej pseudosztuki lśnią jasnym blaskiem, dzieląc się nim z innymi!!!
Takich koncertów, jak ten wczorajszy, powinno być znacznie więcej. Cudownie byłoby, gdyby prawdziwa muzyka częściej wychodziła do ludzi, opuszczając sztywne ściany filharmonii... tylko trochę się boję, że wtedy nie byłaby już taka wyjątkowa...









--
Cnota z okazją razem noc przespały,
cnoty nie było, kiedy rano wstały.
PS:Sorry for my poor english
--
Cnota z okazją razem noc przespały,
cnoty nie było, kiedy rano wstały.
PS:Sorry for my poor english
--
Cnota z okazją razem noc przespały,
cnoty nie było, kiedy rano wstały.
PS:Sorry for my poor english
--
Cnota z okazją razem noc przespały,
cnoty nie było, kiedy rano wstały.
PS:Sorry for my poor english
--
Cnota z okazją razem noc przespały,
cnoty nie było, kiedy rano wstały.
PS:Sorry for my poor english
Previous Page12345...Next Page